Rozmowa numeru: 20 lat samorządu

Jesteśmy na wyższym poziomie

Samorządowcy w ostatnich latach pokazali, że nie tylko świetnie zarządzają funduszami, które mają w swoich budżetach, ale potrafią też skutecznie sięgać po środki zewnętrzne, np. unijne. I efekty tego widać wyraźnie na całym Mazowszu – mówi Adam Struzik, marszałek województwa mazowieckiego.

Samorządne gminy powołano już w 1990 r. Jednak na pierwsze wybory do samorządu wojewódzkiego i powiatowego trzeba było poczekać jeszcze 8 lat. Jak wspomina Pan atmosferę końca lat 90. i oczekiwanie na wprowadzenie reformy samorządowej?

Nadzieje pokładane w reformie były bardzo duże, choć zapewne jeszcze sami nie wiedzieliśmy, jaki wymiar będzie miała decentralizacja. Wszyscy jednak czuli, że dzieje się coś ważnego, mimo że pełne odzyskiwanie sprawczości trwało dłużej. Mieliśmy już pewne doświadczenia z funkcjonowaniem gmin, ale proces decentralizacji trwał przez kolejne lata. Przekazywano wówczas samorządom coraz to nowe kompetencje z poziomu ministerstw czy wojewodów. Samorządowcy uczyli się lepiej zarządzać swoimi wspólnotami, a mieszkańcy – że swoimi decyzjami podczas wyborów rozliczają i oceniają władze. Tak się wytworzyło wspólne poczucie odpowiedzialności za to, co nas otacza.

A jak ocenia Pan efekty reformy samorządowej wprowadzonej w 1998 r.?

To był niezwykle ważny moment, bo od tego rozpoczęły się zmiany w myśleniu o swoich wspólnotach lokalnych, o najbliższym otoczeniu. Tak jak mówiłem, ludzie powoli uczyli się, że chociażby przez bezpośredni wybór przedstawicieli do rad – już nie tylko gmin, ale i powiatów oraz sejmiku – mają większy wpływ na to, co później wokół nich się dzieje. Oczywiście, świadomość tego, jakie funkcje pełnią te zgromadzenia, jakie kompetencje mają poszczególne typy samorządów, rozwijała się z czasem. Ale dało to początek tworzeniu się różnych inicjatyw obywatelskich – również takich jak budżety partycypacyjne.

A z punktu widzenia funkcjonowania samorządów?

Plusem są na pewno uzyskana odrębność, lepsze narzędzia do zarządzania powiatem czy województwem, ale też gminą, bo to dla gmin również był ważny moment, ponieważ zmieniały się kompetencje wszystkich samorządów. Nie wszystko w późniejszych latach było dobrze zorganizowane. Raziło nas na przykład, że przekazywanie zadań z administracji rządowej nie idzie w parze z przekazywaniem środków finansowych na ich realizację. To bardzo obciążało budżety samorządów i było po prostu nieuczciwe. Cóż, ostatnie dwa lata pokazały, że to, co przez prawie 20 lat wypracowywano, co szlifowano i co osiągnęło już naprawdę świetny poziom, jest burzone. Zmiany z tych ostatnich dwóch lat to marsz w kierunku ponownej centralizacji, jak za czasów PRL. Odebrano nam wiele kompetencji tylko po to, żeby zdalnie sterować lokalnymi sprawami. A tak się nie da! To właśnie wójt, burmistrz, prezydent, ale też starosta czy marszałek są bliżej mieszkańców swojego terenu. Znają potrzeby, prowadzą spójną politykę, która ma zapewniać rozwój danej wspólnoty. Odbieranie im części kompetencji to podcinanie im skrzydeł. Samorządowcy w ostatnich latach pokazali, że nie tylko świetnie zarządzają funduszami, które mają w swoich budżetach, ale potrafią też skutecznie sięgać po środki zewnętrzne, np. unijne. I to wyraźnie widać na całym Mazowszu.

To też pozytywny dla gospodarki i rozwoju kraju efekt reformy sprzed 20 lat – stworzenie silnych województw, które mogły rozwijać się analogicznie do regionów z innych części Europy. Miało to ogromne znaczenie w czasie, gdy Polska aspirowała do bycia członkiem Unii Europejskiej. I ta zmiana przyniosła wymierne korzyści.

 

 

Właśnie. W 2004 r. Polska przystąpiła do Unii Europejskiej. Od tego czasu coraz więcej pieniędzy z unijnych funduszy trafia na inwestycje, o których decydują samorządy województw. Jak Mazowsze wykorzystało szansę, którą przyniosło członkostwo?

Przystępując do Unii Europejskiej, Polska niewątpliwie awansowała społecznie i gospodarczo. Trzeba jednak pamiętać, że nasze członkostwo w UE to nie tylko kwestie finansowe. Ten rozdział historii naszego kraju to również współuczestnictwo w tworzeniu nowego prawa dla tej części Europy, np. podnoszenie standardów w zakresie ochrony środowiska, zdrowia czy danych osobowych. Zmiany legislacyjne z poziomu UE wymuszają na poszczególnych krajach dostosowanie lokalnego prawa. Ale jest to spójna polityka, bo idą za tym środki finansowe, np. na prowadzenie gospodarki niskoemisyjnej.

Poza tym z punktu widzenia gospodarki wejście do UE to ważny moment dla przedsiębiorców. Dziś już się o tym nie pamięta tak dobrze, ale zyskali oni dostęp do wspólnego rynku, co ułatwiło im wiele inicjatyw gospodarczych. Istniejemy już tak bardzo w unijnej rzeczywistości, że zapominamy, że kilkanaście lat temu nawet my, obywatele, mieliśmy pewne bariery – chociażby podczas podróżowania czy przy podejmowaniu pracy za granicą.

Natomiast niewątpliwie najwięcej zalet dostrzegamy na co dzień w możliwości uczestnictwa w polityce spójności – dzięki temu mamy dostęp do ogromnych funduszy, bez których Polska nie rozwinęłaby się tak, jak się to dzieje. Mazowsze świetnie wykorzystało tych kilkanaście lat. W pierwszym okresie programowania ze ZPORR braliśmy rozbieg. Przy RPO WM 2007-2013 zyskaliśmy już większe umiejętności w zagospodarowywaniu środków z UE. Efekt – bardzo dobrze prosperujące województwo, które jest liderem dynamiki rozwoju w Europie. Mieszkańcy widzą to na co dzień – poruszając się po zmodernizowanych drogach, podróżując nowymi pociągami czy korzystając ze specjalistycznych badań, które można przeprowadzić na nowoczesnym sprzęcie. Mnóstwo osób skorzystało ze szkoleń, pomocy w uzyskaniu pracy. W szkołach i przedszkolach istnieją od lat indywidualne programy rozwijania umiejętności uczniów, które nauczyciele mogą realizować właśnie dzięki środkom unijnym. Przyzwyczailiśmy się do tego, że oznaczenia UE są wszędzie, że zastrzyk finansowy, który otrzymała Polska, wzmocnił nas i że taki stan będzie trwał wiecznie. A czas już zacząć działać, bazując na wypracowanym potencjale. I tu w przypadku Mazowsza pojawia się pewien problem – o ile Warszawa w pewnym sensie dałaby radę sama realizować różne rzeczy i nadal się rozwijać, o tyle pozostała część województwa wymaga jeszcze bardzo podstawowych działań: infrastrukturalnych, zdrowotnych, edukacyjnych.

Od 1 stycznia br. Unia Europejska traktuje nasz region jako dwie osobne jednostki statystyczne. Czy taki podział regionu pomoże w uzyskaniu większych środków unijnych po 2020 r.? Czy to rozwiąże problemy tak zróżnicowanego rozwoju województwa?

O nowe ujęcie statystyczne, jakie obowiązuje obecnie, zabiegaliśmy od lat właśnie po to, by Mazowsze mogło nadal rozkwitać z udziałem środków unijnych. Nasze województwo jest najdynamiczniej rozwijającym się regionem w Europie, jednak to tempo narzuca głównie Warszawa z metropolią wokół. Reszta Mazowsza potrzebuje podobnego wsparcia jak np. wschodnie regiony naszego kraju. Stąd potrzeba zróżnicowania zadań stojących przed tak odmiennie rozwijającymi się częściami Mazowsza. Na razie jednak prezentowany na różnych spotkaniach (m.in. 7 czerwca w Sofii i 20 czerwca w Warszawie z Markiem Lemaîtrem, dyrektorem generalnym ds. polityki regionalnej i miejskiej Komisji Europejskiej) projekt budżetu UE na lata 2021-2027 klasyfikuje Mazowsze jako region lepiej rozwinięty. Dla takich regionów przewidziano wysokość wsparcia na poziomie 40%. A nie o to chodziło.

Mieliśmy wcześniej deklaracje premiera Mateusza Morawieckiego oraz ministra Jerzego Kwiecińskiego, że będą nas wspierać w forsowaniu nowego podziału statystycznego. Wraz z Ministerstwem Inwestycji i Rozwoju zorganizowaliśmy spotkanie z przedstawicielami krajów, które od stycznia 2018 r. są w identycznej sytuacji. Oprócz nas to jeszcze Irlandia, Węgry i Litwa. Przedstawiane ostatnio założenia Komisji Europejskiej do podziału środków po 2020 r. bazowały na danych gospodarczych z lat 2014-2016. Musimy więc zintensyfikować prace, by Mazowsze mogło otrzymać większe wsparcie. A będzie to możliwe tylko wtedy, gdy dane zostaną przeliczone z uwzględnieniem dwóch jednostek statystycznych typu NUTS-2. To teraz dla nas oraz dla rządu RP najważniejsze wyzwanie.

Polska – podobnie jak inne państwa członkowskie UE – jest w trakcie prac nad założeniami nowego budżetu 2021-2027. Jak będzie on wyglądać dla Mazowsza? Czy możemy liczyć na zastrzyk funduszy?

Wstępna propozycja budżetu na lata 2021-2027 – przedstawiona 29 maja br. – jest dla Polski niekorzystna. Podobnie jak inne kraje tej części Europy (należące do Grupy Wyszehradzkiej oraz nadbałtyckie) mamy redukcję środków w obszarze polityki spójności od 22% do nawet 24%. To dla Polski oznacza ok. 19 mld euro mniej w perspektywie 7 lat. Taka propozycja wynika z przyjętego przelicznika – tzw. cappingu, czyli limitu ustalonego na podstawie procentu od naszego krajowego PKB. W efekcie wszystkie kraje, które są synonimem sukcesu rozwojowego ostatnich lat, mają wyraźną redukcję środków unijnych. Przedstawiciel Komisji Europejskiej uzasadnia to problemami budżetowymi związanymi z Brexitem, ale też niechęcią płatników składki do jej zwiększenia.

Zmieniły się też priorytety – przeznaczono więcej środków na programy realizowane centralnie z Brukseli, a poza tym zwiększono wydatkowanie na kwestie bezpieczeństwa, w tym militarnego i granic, oraz na wsparcie dla regionów obciążonych dużą migracją. W efekcie jako kraj i jako regiony jesteśmy na etapie wstępnym dialogu.

 

 

Jaki głos płynie z Mazowsza?

Podczas niedawnego spotkania z Markiem Lemaîtrem zgłosiłem wyraźny sprzeciw wobec tak niskich środków – redukcja o 23% w przypadku Polski jest zbyt duża. Mam nadzieję, że polski rząd też kategorycznie wypowie się w tej sprawie i będzie zabiegał o korektę, nawet kosztem zwiększenia składki. Po to, by ten proces wykorzystania funduszy z polityki spójności był dalej właściwie realizowany.

Oczywiście, dyskutowaliśmy o szeregu innych szczegółowych problemów. Zwróciłem uwagę na to, że do naliczeń pomocy unijnej nie mogą być brane dane statystyczne w ujęciu z lat 2014-2016, bo w trzech innych krajach, o których wspomniałem, od początku tego roku obowiązują zmiany dotyczące regionów stołecznych. To przypadki analogiczne do Mazowsza – stołeczne regiony z bardzo wysokim PKB zostały wyłączone. Dyrektor Lemaître orzekł, że jeśli Komisja Europejska będzie miała przeliczone te dane według nowego ujęcia statystycznego i otrzyma zaproponowany nowy podział środków, weźmie to pod uwagę.

Wystosowałem pismo do członków Parlamentu Europejskiego pochodzących z czterech krajów, które najbardziej powinny być zainteresowane rozwojem sytuacji – czyli Polski, Irlandii, Węgier i Litwy, zwracając uwagę na to, że proponowane obecnie przeliczenie jest dla naszych krajów, w szczególności stołecznych regionów, niekorzystne. Gdy w marcu tego roku zorganizowaliśmy spotkanie w Ministerstwie Inwestycji i Rozwoju z przedstawicielami tych państw, również z ich urzędów statystycznych, rozmawialiśmy o tym, jakie narzędzia wykorzystać do uwzględniania nowego podziału. Każdy z tych krajów musi na nowo kreować politykę rozwoju. Litwa, która do tej pory była jednym obszarem statystycznym drugiego rzędu, teraz będzie podzielona na obszar z Wilnem w centrum i pozostałą część. Budapeszt został wydzielony z Komitatu Peszt (czyli sytuacja jak z Warszawą), a w Irlandii wyodrębniono z pozostałej części kraju Dublin. Liczę na to, że wszystkie te kraje zaangażują się w walkę o uwzględnienie tych zmian, bo w każdym z tych przypadków przekłada się to na różne środki, a także na określenie priorytetów dla rozwoju tych odrębnych części. My na pewno będziemy konsekwentnie dążyć do tego, by propozycje budżetowe dla naszego regionu opierały się na nowym ujęciu statystycznym.

Czy zmianie ulegnie również podział i wydatkowanie środków?

Jesteśmy w tej chwili na początku drogi. Optymiści zakładają, że negocjacje będą szły płynnie i zakończą się przed majem 2019 r., czyli przed wyborami do Europarlamentu. Odnoszę jednak wrażenie, że to będą niezwykle trudne rozmowy, bo redukcja środków dla Europy Środkowo-Wschodniej jest naprawdę duża. Właściwie tylko trzy kraje dostają dodatkowe pieniądze – Bułgaria, Rumunia i Chorwacja.

Dochodzi do tego jeszcze znaczące obniżenie środków na Program Rozwoju Obszarów Wiejskich – zarówno w pierwszym filarze, czyli w dopłatach dla rolników, jak i w drugim, czyli w kwotach przeznaczonych na modernizację gospodarstw i zmiany w przestrzeni wiejskiej. W tym przypadku też zwracaliśmy uwagę na to, że tak znaczące cięcia są nie do zaakceptowania, bo redukcja wynosi ponad 13%, czyli są to kolejne miliardy euro.

Trudno więc dziś wyrokować, jaki będzie podział środków, bo nie wiadomo, jak zakończą się negocjacje. Jedno jest pewne – w interesie zarówno polskiego rządu, jak i naszego regionu jest stanowcze postawienie sprawy. Taką postawę zamierzamy prezentować zarówno w Komitecie Regionów, jak i w dwustronnych kontaktach – jak działo się to ostatnio.

Jak widzi Pan Mazowsze za 5-10 lat? Jaki wpływ na tę wizję mają obecne inwestycje i podejmowane działania społeczne współfinansowane z Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Mazowieckiego?

Nie mam wątpliwości, że Mazowsze świetnie wykorzysta szansę, jaką jest wsparcie z programów unijnych. Poza tym z pewnością nadal będziemy się dynamicznie rozwijać, bo wytworzył się już pewien mechanizm. Nie brakuje nam kreatywnych przedsiębiorców sięgających po innowacyjne rozwiązania, a to z pewnością będzie decydować o jakości naszej gospodarki. Wierzę też, że z punktu widzenia życia mieszkańców – dzięki temu, jak nauczyli się aktywizować, by wspólnie robić różne projekty – jakość życia również będzie na coraz wyższym poziomie. Proszę pamiętać, że mają na nią wpływ nie tylko inwestycje infrastrukturalne, ale też takie, które mniej rzucają się w oczy, a które dużo wnoszą – np. tzw. projekty miękkie czy działania na rzecz ochrony powietrza.

Niezależnie od wszystkiego chciałbym, by za 5-10 lat nie zmieniły się samorządowe ideały – solidarność, pomocniczość i budowanie dobra wspólnego – i żeby nadal przyświecały one budowaniu silnego regionu.